Centra miast przegrywają z bulwarami i strefami food experience. Rzeszów jest tego idealnym przykładem?

Jeszcze kilka lat temu gastronomiczne życie Rzeszów praktycznie skupiało się wokół ścisłego centrum i rynku. To właśnie tam znajdowała się większość lokali, tam spotykali się mieszkańcy i tam naturalnie koncentrował się ruch gastronomiczny miasta.

Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Miasto bardzo mocno rozrosło się gastronomicznie poza centrum i właśnie tam zaczęło przenosić się życie mieszkańców.

Bulwary, Fosa i Zapora zmieniły gastronomiczną mapę miasta

W ostatnich latach ogromnie rozwinęły się miejsca takie jak Bulwary, okolice Fosy Rzeszowskiej czy Zapory. Pojawiły się tam nowe restauracje, food courty, ogródki, wydarzenia plenerowe i przestrzenie do spędzania czasu.

I właśnie to jest dziś kluczowe. Ludzie nie szukają już wyłącznie restauracji. Szukają miejsca, gdzie mogą spędzić kilka godzin, przejść się, odpocząć, usiąść nad wodą, spotkać się ze znajomymi i poczuć bardziej nowoczesny miejski klimat.

Centrum miasta zwyczajnie zaczęło przegrywać z miejscami, które oferują więcej przestrzeni, zieleni i swobody.

Rynek zatrzymał się w czasie

Problem polega na tym, że rynek i ścisłe centrum miasta od lat praktycznie nie mają już nic nowego do zaoferowania mieszkańcom. Oczywiście nadal działają tam dobre lokale gastronomiczne, ale sama przestrzeń przestała się rozwijać.

Mało wydarzeń, mało dużych imprez, niewiele nowych atrakcji i coraz słabszy efekt „wow”. W pewnym momencie same parasolki czy estetyczne dodatki przestały wystarczać.

Ludzie zaczęli wybierać miejsca, które po prostu lepiej odpowiadają dzisiejszym potrzebom.

Zmieniło się też myślenie mieszkańców

Bardzo mocno zmieniła się również mentalność mieszkańców i sposób korzystania z miasta. Jeszcze kilka lat temu wiele osób automatycznie jechało do centrum, żeby coś zjeść lub spotkać się ze znajomymi.

Dziś coraz większą rolę zaczynają odgrywać lokale osiedlowe. Rzeszów bardzo się rozrósł, pojawiło się mnóstwo nowych mieszkańców i zaczęło tworzyć się coś, co wiele osób określa już mianem „warszawki” — czyli modelu miasta, w którym ludzie coraz częściej żyją lokalnie wokół własnej dzielnicy.

I trudno się temu dziwić. Skoro ktoś może dobrze zjeść na swoim osiedlu, napić się dobrej kawy czy spotkać się ze znajomymi blisko domu, to coraz rzadziej ma potrzebę specjalnie jechać do centrum.

Tym bardziej że poziom gastronomii poza rynkiem bardzo mocno poszedł w górę. Dziś dobre jedzenie nie jest już zarezerwowane wyłącznie dla ścisłego centrum miasta.

Gastronomia stała się częścią urbanistyki

Coraz bardziej widać też, że gastronomia jest dziś bezpośrednio powiązana z urbanistyką miasta. Ludzie wybierają miejsca bardziej zielone, otwarte i komfortowe do życia.

Bulwary, Fosa czy okolice terenów rekreacyjnych po prostu lepiej wpisują się w dzisiejszy styl życia niż mocno zabetonowane centrum.

Do tego dochodzą kwestie parkingów, komunikacji, przestrzeni spacerowych i zwykłego komfortu przebywania w danym miejscu.

To ostatni moment na zmiany

Wszystko wskazuje na to, że bez większych zmian problem centrum będzie się tylko pogłębiał. I nie chodzi tutaj wyłącznie o samą gastronomię, ale o całe funkcjonowanie rynku i śródmieścia.

Coraz więcej osób otwarcie mówi, że jeśli centrum miasta nie zacznie znowu przyciągać ludzi wydarzeniami, nowoczesną przestrzenią i nową energią, to lokale gastronomiczne zaczną po prostu znikać.

To oczywiście dopiero wstęp do znacznie większej analizy rynku gastronomicznego Rzeszów. Bo powodów tego, dlaczego centrum zaczyna przegrywać z Bulwarami, Fosą czy lokalami osiedlowymi, jest znacznie więcej. Jedno jednak widać już dziś bardzo wyraźnie — gastronomiczne serce miasta zaczyna przesuwać się poza klasyczny rynek.