KAWA NA ŁAWE - Piotr Rygiel Missione pizza na tapecie!

Campionato Mondiale della Pizza w Parmie to jedno z najważniejszych i najbardziej prestiżowych wydarzeń w świecie pizzy. Jak to jest opowiada Piotr Rygiel – właściciel Pizzerii Missione.

O randze zawodów, ich kulisach i własnych doświadczeniach opowiada Piotr Rygiel, uczestnik mistrzostw z poprzednich lat.

Redakcja: Czym Campionato Mondiale della Pizza w Parmie wyróżnia się na tle innych konkursów pizzaiolo na świecie?

Piotr Rygiel: Tak jak w każdej dyscyplinie, choćby w boksie czy MMA, również w świecie pizzy funkcjonują różne organizacje. Jedne są bardziej prestiżowe, inne powstają właściwie tylko po to, żeby ktoś mógł zostać „mistrzem świata”. Campionato Mondiale della Pizza to zawody z naprawdę dużą tradycją. Odbywają się co roku, a w tym roku odbędzie się już ich 33. edycja. To wydarzenie organizowane z ogromnym rozmachem, dlatego w branży ma wyjątkową rangę.

Redakcja: Jaką rangę w branży mają te mistrzostwa? Czy udział w nich rzeczywiście może zmienić pozycję pizzaiolo lub lokalu na rynku?

Piotr Rygiel: To zależy. Niestety pizzowa część naszej branży gastronomicznej w dużej mierze składa się z ludzi, którzy prowadzą biznes, nie do końca wiedząc, co robią. Ale jeśli pizzeria należy do kogoś, kto naprawdę rozumie ten świat, taki udział ma ogromne znaczenie. Sam wyjazd na mistrzostwa to dla przeciętnego człowieka spory wydatek. Kosztuje też mnóstwo czasu, pracy i zaangażowania. Już sam fakt uczestnictwa jest więc dowodem, że ktoś jest maksymalnie wkręcony w ten świat i chce się rozwijać. Osobiście, gdyby zgłosił się do mnie ktoś, kto brał udział w takich mistrzostwach, a tym bardziej coś tam osiągnął, dałbym mu pracę od ręki.

Redakcja: Jak przez lata zmieniały się same zawody — ich formuła, kategorie i oczekiwania wobec uczestników? Na co dziś jurorzy zwracają największą uwagę: technikę, smak, jakość składników czy kreatywność?

Piotr Rygiel: Świat pizzy się rozwija, podobnie jak same zawody. Z każdym rokiem pojawia się coraz więcej sponsorów i uczestników. Branża staje się bardziej wyspecjalizowana, a poziom turnieju rośnie. Główną kategorią jest pizza classica. Uczestnicy muszą przyjechać ze swoim ciastem, składnikami do wykończenia i gotowym pomysłem. Do wyboru mają piec opalany drewnem albo elektryczny. Potem jest już tylko jedna próba i 12 minut na przygotowanie pizzy.

Przy stanowisku obserwuje nas sędzia, który ocenia umiejętności techniczne. Gdy pizza jest gotowa, prowadzący wskazuje stolik z jury. Tam pojawiają się bardziej szczegółowe pytania, dotyczące choćby samego ciasta. Nie wiadomo dokładnie, jakimi kryteriami kierują się jurorzy, więc przygotowanie jest dużo trudniejsze. Nie ma tam jednak ludzi z przypadku. To osoby, które siedzą w tej branży od wielu lat.

Pizza classica to kategoria, w której startuje praktycznie każdy, kto przyjeżdża na turniej. Oprócz niej są też bardzo wymagające konkurencje, takie jak pizza in pala, pizza in teglia czy pizza bezglutenowa. Ciekawa jest również kategoria pizza in due. Mamy wtedy pół godziny, dwie płyty indukcyjne i pracę w parze nad pizzą przygotowywaną od zera na miejscu.

Pozostałe kategorie są w dużej mierze pokazowe. Oczywiście są bardzo widowiskowe, ale zazwyczaj nie przekładają się bezpośrednio ani na smak, ani na jakość codziennej pracy. Jest konkurencja na rozciągnięcie największej pizzy albo na rozkręcenie sześciu pizz w jak najkrótszym czasie. Świetnie się to ogląda, ale ma niewiele wspólnego z gotowaniem. Dlatego przyciąga też znacznie mniej uczestników.

O ile w pizza classica startuje około tysiąca osób z całego świata, o tyle w kategorii największej pizzy jest ich już zaledwie kilkunastu. Moją ulubioną konkurencją spośród tych pokazowych jest zdecydowanie pizza freestyle. To kategoria, w której uczestnicy wykonują efektowne triki z ciastem do muzyki. Zaangażowanie zawodników jest tak duże, że człowiekowi czasem naprawdę może zakręcić się łza w oku. Sam od jakiegoś czasu zgłębiam ten temat i szczerze przyznam, że to zdecydowanie najtrudniejsza odnoga pizzowego świata, z jaką miałem do czynienia.

Redakcja: Jak wygląda poziom przygotowania zawodników przyjeżdżających do Parmy z różnych krajów? Czy widać wyraźne różnice stylów i szkół pizzy?

Piotr Rygiel: Tak, te różnice są widoczne. Do Polski można dziś sprowadzić z Włoch praktycznie wszystko, więc pod względem jakości produktów wcale nie musimy od nich odstawać. Nie wiem jednak, jak wygląda to z perspektywy osób z Argentyny czy Japonii. Tam również działają pizzerie na niezwykle wysokim poziomie. To pokazuje, że pizza jest dziś naprawdę światowym językiem.

Redakcja: Jaką rolę w całym wydarzeniu odgrywają seminaria, pokazy i spotkania branżowe organizowane równolegle z konkursem?

Piotr Rygiel: Bardzo dużą. Te zawody są w głównej mierze sponsorowane przez marki działające w branży. Dlatego na miejscu jest mnóstwo stoisk z maszynami do ciasta, łopatami, mąkami, serami czy systemami informatycznymi dla restauracji. Myślę, że dla kogoś, kto prowadzi pizzerię albo dopiero myśli o jej otwarciu, sam wyjazd na takie mistrzostwa — nawet w roli widza — pozwala zobaczyć, jak bardzo rozwinięta i zaawansowana jest to branża.

Redakcja: Co udział w takim wydarzeniu daje obserwatorowi z zewnątrz — restauratorowi, szkoleniowcowi albo dziennikarzowi śledzącemu branżę gastronomiczną?

Piotr Rygiel: Przede wszystkim emocje i perspektywę. Nagle człowiek uświadamia sobie, jak niewiele jeszcze wie. Widzi też, jak wielka jest ta społeczność na całym świecie i jak fantastycznymi ludźmi przepełniony jest świat pizzy. Na te zawody przyjeżdża właściwie cała światowa śmietanka. To także okazja, by spotkać największe gwiazdy tej branży.

Redakcja: Gdyby miał Pan wskazać jedną rzecz, która najlepiej oddaje fenomen mistrzostw w Parmie, co by to było?

Piotr Rygiel: Chyba nie da się wskazać tylko jednej rzeczy. Szczerze mówiąc, organizatorzy naprawdę zadbali o to, żeby każda minuta tych zawodów zapadła uczestnikom w pamięć. Każda kategoria była widowiskowa. Na mnie osobiście największe wrażenie zrobił finał pizza freestyle. Poziom umiejętności był kosmiczny, a ludzie wkładają w to znacznie więcej czasu, niż mogłoby się wydawać. Niesamowitym doświadczeniem była też kolacja dla ponad tysiąca osób połączona z ogłoszeniem wyników.

Redakcja: Wiemy, że sam brał Pan udział w tych mistrzostwach. Co może Pan opowiedzieć o swoim starcie, emocjach, przygotowaniach i tym, co wyniósł Pan z Parmy jako pizzaiolo i profesjonalista?

Piotr Rygiel: Te mistrzostwa dały mi naprawdę bardzo dużo. Na pewno nauczyły mnie pokory i uświadomiły mi, że wciąż mam przed sobą ogrom pracy. Myślę też, że poziom stresu, z którym musiałem się tam zmierzyć, sprawił, że pozbyłem się wielu codziennych lęków. Chodzi choćby o te związane z pracą na otwartej kuchni. Zwiększyły również moją pewność siebie, bo sam start oznacza, że osiągnąłem coś więcej niż 95 procent ludzi w mojej branży.

Udało mi się zdobyć wyróżnienie jako jedynemu Polakowi na tych zawodach, a było nas tam kilku. To sprawiło, że naprawdę poczułem się doceniony. Wyjście na scenę przed śmietanką całego pizzowego świata jest czymś absolutnie wyjątkowym. W ciągu ostatniego roku razem z moim bratem otworzyliśmy dwie pizzerie. To pochłonęło zdecydowaną większość naszego czasu. Myślę jednak, że w przyszłym roku z pewnością będę chciał pojechać do Parmy jeszcze raz.

Trzymamy kciuki za wszystkich!